Przy okazji tego wpisu popełnię trochę prywaty. A co mi tam! Po prostu jakiś czas temu zdałam sobie sprawę z tego, jak trudno zmobilizować własną rodzinę do wspólnych zdjęć, jak często szewc bez butów chodzi… a może tylko mnie dopada taka dolegliwość? Hmmm… W każdym razie, będąc rodziną fotograficzną, od jakiegoś czasu zdjęć rodziny mieliśmy coraz mniej. Zwłaszcza gdy chodzi o rodzinę szerszą – z dziećmi, dziadkami, wujkami, kuzynostwem… Zresztą, wspólnych zdjęć z wakacji też jakby nie ma za dużo. A czas sobie leci, dzieci się starzeją;-)

Dlatego jakiś czas temu postanowiliśmy w prezencie pod choinkę ufundować każdemu członkowi rodziny specjalne zaproszenie na sesję do naszego studia. Wydrukowaliśmy dla każdego  osobiste zaproszenie na sesję, narzuciliśmy dzień i godzinę spotkania w studiu, narzuciliśmy kolorystykę ubrań, wydawało nam się, że panujemy nad wszystkim…otóż nie!

Nie z naszą rodzinką, która i owszem karnie stawiła się w studiu (choć starszyzna myślała, że to taki żart i o mało nie ruszyłaby się o danej porze z fotela), rzetelnie przygotowała odzieżowo, ale już z ogarnięciem tych szaleńców na planie było gorzej:-) Kupa śmiechu, samowolki, niesubordynacji i uroczego szaleństwa. Tak to jest, jak się najbliższymi próbuje dyrygować… ale i tak efekt był cudowny, bo właśnie pokazał, jaką jesteśmy rodziną, jakie są nasze relacje i co najważniejsze – MAMY TO UTRWALONE!!!

Oczywiście piszę o tym, bo być może kogoś zainspiruję i dodam odwagi do przygotowania właśnie takiego prezentu pod choinkę. Uwierzcie, warto zmobilizować wszystkich, zaangażować siebie i resztę rodzinnej ekipy, żeby potem mieć fantastyczną pamiątkę i nie żałować, że się tego nie zrobiło…

W tym roku również planujemy taki prezent… ale o tym cicho szaaaaa…:-)

rodzinka